Obidza - spotkajmy sie na szlaku

Kuźnice - Kondracka Kopa - Kuźnice

data: 27.08.2026

start: 7:30

meta: 15:45

łącznie 20 km  

 

Pierwsza wyprawa w Tatry – miało być trochę inaczej

Nie ma chyba większego sensu szczegółowo opisywać całej trasy – w internecie można znaleźć o niej mnóstwo informacji. Ale moja pierwsza wyprawa w Tatry była dość spontaniczna, szczególnie jeśli chodzi o jej dalszą część. Początek był zaplanowany: z Kuźnic w stronę Kopy Kondrackiej. Co będzie dalej? Tego już właściwie nie wiedziałem. I chyba właśnie dzięki temu wyprawa była jeszcze ciekawsza.

Piątek, wakacje, chwilę po godzinie 7:00. Do Zakopanego udało się przejechać bez większych korków, co już samo w sobie można uznać za mały sukces. Samochód zostawiłem na parkingu pod Kuźnicami – i tutaj pierwsza niespodzianka: 60 zł za wjazd i parking. No cóż… Tatry tanie nie są.

Pogoda zapowiadała się całkiem nieźle – praktycznie bezchmurne niebo, ciepło i bardzo przyjemne warunki na wędrówkę.

Ruszyłem niebieskim szlakiem przez Polanę Kalatówki. Dalej kierunek Schronisko Murowaniec. Do schroniska szło się całkiem szybko – las, ścieżka, momentami trochę pod górę. Trochę jak w naszych Beskidach. Przy Murowańcu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Ludzi było już zdecydowanie więcej.

Od schroniska zaczęła się właściwa tatrzańska robota – kamienie, kamienie i jeszcze raz kamienie, a do tego cały czas pod górę. Kierunek: Przełęcz Kondracka, 1725 m n.p.m.

To właśnie tutaj szlak odbija w stronę Giewontu. I tutaj zobaczyłem już całkiem sporą kolejkę. Na Giewont tym razem się nie wybierałem – nie po to przyjechałem, żeby pół dnia stać w kolejce. Kierowałem się dalej w stronę Kopy Kondrackiej.

W międzyczasie pojawiła się chmura. Widoczność ze szczytu nie była więc najlepsza – właściwie niewiele można było przez nią zobaczyć. Na szczęście nie wiało, więc warunki nadal były bardzo przyjemne.

Za to pojawiła się inna atrakcja – kozice. I to takie, które najwyraźniej przyzwyczaiły się już do obecności ludzi. Spokojnie przechadzały się w pobliżu, jakby doskonale wiedziały, że turyści zamiast je przeganiać, będą wyciągać telefony i aparaty. Jedno ze spotkań udało się nawet uwiecznić – zdjęcie oczywiście w galerii poniżej.

Z Kopy Kondrackiej odbiłem żółtym szlakiem w stronę Wielkiej Polany w Dolinie Małej Łąki. I tutaj zaczęła się kolejna przygoda – zejście po stromych kamieniach. Chyba nawet trudniejsze niż wcześniejsze podejście. Człowiek szybko przekonuje się, że w górach zejście wcale nie musi oznaczać odpoczynku.

Nie sądziłem, że kilka kilometrów można pokonywać tak długo… Niby idziesz w dół, a nogi coraz bardziej dają o sobie znać.

Następnie Polana Strążyska i odbicie na czarny szlak prowadzący do Doliny Białego. Tutaj znowu sporo ludzi. Była nawet możliwość zakupu czegoś w gastronomii, ale pod warunkiem, że miało się odpowiednio dużo czasu na stanie w kolejce. Tym razem odpuściłem.

Kolejne kilometry czarnym szlakiem, następnie niebieski – Droga Brata Alberta, jeśli dobrze pamiętam – i w końcu powrót do Kuźnic. Na Sarnią Skałę już nie wychodziłem, bo bym chyba padł.

Wyszła z tego całkiem fajna pętla. Trasa jest dobrze oznakowana, więc naprawdę trudno się zgubić. W takich górach raczej nie ma żartów ze znakowaniem, jak czasami zdarza się w Beskidzie Sądeckim. Tutaj wszystko jest zdecydowanie bardziej uporządkowane.

W sumie wyszło około 20 kilometrów, ale nie były to łatwe kilometry. Trasa jest naprawdę wymagająca i można się porządnie zmachać. Do tego warto mieć ze sobą odpowiedni zapas wody, choć po drodze źródełek nie brakuje.

Najbardziej robi jednak wrażenie przewyższenie – wyszło prawie 1700 metrów.

Dla porównania: mniej więcej tak, jakby z Jazowska dwa razy wejść zielonym szlakiem na Przehybę.

Czyli krótko mówiąc – całkiem sporo jak na pierwszy tatrzański wypad. Nogi po powrocie zdecydowanie wiedziały, że były w górach. Ale właśnie o to chyba chodziło. Miało być lekko i przyjemnie, wyszło pięknie i ciężko.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Noclegi

Polecamy w pobliżu

free joomla templatejoomla template
2026  Obidza - spotkajmy się na szlaku   globbers joomla templates